we are all canucks

Trochę gościowie mają zjebaną nazwę, co mnie od nich odpychało przez czas jakiś. Ale gdy już posłuchałem, to upadłem na kolana. Czysta furia i wielkie granie. Oraz – jak na pankowy łomot – niesamowita realizacja. Brzmieniem rozpieprzają na atomy. Dla mnie prywatnie – żywa legenda.

Konieczne kawałki: Son the Father, Black Hats, No Epiphany.

Obowiązkowe płyty: The Chemistry of Common Life, Hidden World, Epics In Minutes.

Trzymać się ramy…

helter skelter reaktywacja

Organicznie nie cierpię wszelkich odgrzewanych kotletów, reunions, supergrup oraz muzykujących rencistów. Ale tu się skusiłem. Bo okoliczność fajna. I wyjątkowa. Się dwaj celebryci spiknęli i zrobili niezwykłą robotę. W ogóle, to Dave Grohl nie wiedzieć kiedy wyrósł na niezłego muzycznego kombinatora. I teraz każdy chce z nim grać. Lemmy, Fogerty, Macca… Kto następny?

Piosenka znalazła się na albumie Sound City Players „Real to Reel”, ale tu mamy sto razy lepszą jej wersję koncertową. Swoją drogą niezły skład.

A Macca się wydarł jak nie przymierzając w Helter Skelter.