say hallo 2 heaven, Clive

Stało się to, co miało się stać, bo Burr już od lat wielu cierpiał na MS. Kto w temacie siedzi, ten wie, że choroba jak choroba, ale samo Clive Aid trwało od króla Ćwieczka. I już. Last nite. Strata wielka.

Ale nie jest moją intencją jakieś chlipanie czy stawianie pomników. Ani tym bardziej emotikonowych zniczy. Powiem tylko tyle, że strasznie lubiłem gościa, bo to on robił to MOJE  Iron Maiden, jako że od dawien dawna uważam, iż zespół ten nagrał trzy płyty. Trzy pierwsze.

Owszem, słuchało się kiedyś tych wszystkich Somewhere In Time, Powerslave i innych Fear of the Dark. Ale już się nie słucha. Się próbowało. Ale nie ma takiej opcji. Po Number of the Beast nic nie wchodzi. Powiem więcej – irytuje aż do nieznośnego bólu zatok… Takie jest moje prywatne zdanie, do którego mam prawo.

Zamykając temat – Nicko McBrain wielkim perkusistą jest. Sprawnym, pomysłowym, inteligentnym i tak dalej. Ale nie posiada niestety tej charyzmy Burra. Charyzmy, feelingu i pierdolnięcia.

Przeca takich pereł jak Killers, Prisoner czy Murders In The Rue Morgue, to się słuchało dla perkusji. I to słuchało z pozycji kolan. Z wypiekami i w świecie równoległym.

Tyle.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.