co ja zrobię, że mnie się podobasz…

Ja wiem, jaka jest podstawowa idea bytu i zasadniczy fundament działania Megadeth. Wiem, że furia, speed, thrash, Wielka Czwórka, pionierzy gatunku i tak dalej. Ale ta piosenka (nie bójmy się tego słowa) już prawie piętnaście roków temu rozpierniczyła mnie na atomy. I nadal jest jednym z moich największych żelaźniaków. A jak znam życie, to jeszcze nim pobędzie. Tyle. Fajne wideło.

Niezbyt optymistyczne, ale fajne.

2 Komentarze

  1. Z całym należnym szacunkiem – Def Leppard jak już im bardzo nie szło, pisali takie pioseneczki. Najsmętniejszy okres w karierze Megadeth.

  2. Wawrzyńcze drogi, no jest sporo racji w tym, co piszesz. Ja nie kryję, że Breadline to ordynarna piosenka. A że mam do takowych zamiłowanie, to już nic nie poradzę…:) Nie uważam tego utworu za jakiś przejaw zdrady czy zdziadzienia Megadeth. Dla mnie niczego nie zdradzili, bo ja zwyczajnie nigdy nie byłem fanem ich thrashowego oblicza.
    Przepadam z kolei za Def Leppard z okresu High ‚n’ Dry – Pyromania – Hysteria. Przed oraz po robili straszny badziew.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.