say hallo 2 heaven, Clive

Stało się to, co miało się stać, bo Burr już od lat wielu cierpiał na MS. Kto w temacie siedzi, ten wie, że choroba jak choroba, ale samo Clive Aid trwało od króla Ćwieczka. I już. Last nite. Strata wielka.

Ale nie jest moją intencją jakieś chlipanie czy stawianie pomników. Ani tym bardziej emotikonowych zniczy. Powiem tylko tyle, że strasznie lubiłem gościa, bo to on robił to MOJE  Iron Maiden, jako że od dawien dawna uważam, iż zespół ten nagrał trzy płyty. Trzy pierwsze.

Owszem, słuchało się kiedyś tych wszystkich Somewhere In Time, Powerslave i innych Fear of the Dark. Ale już się nie słucha. Się próbowało. Ale nie ma takiej opcji. Po Number of the Beast nic nie wchodzi. Powiem więcej – irytuje aż do nieznośnego bólu zatok… Takie jest moje prywatne zdanie, do którego mam prawo.

Zamykając temat – Nicko McBrain wielkim perkusistą jest. Sprawnym, pomysłowym, inteligentnym i tak dalej. Ale nie posiada niestety tej charyzmy Burra. Charyzmy, feelingu i pierdolnięcia.

Przeca takich pereł jak Killers, Prisoner czy Murders In The Rue Morgue, to się słuchało dla perkusji. I to słuchało z pozycji kolan. Z wypiekami i w świecie równoległym.

Tyle.

padre pedofilio

Jak kto kocha Brujerię (że się tu taką polską odmianą posłużę), ten upadnie na kolana przed Asesino. Skład kadrowy podobny, ale lepiej wyprodukowane. Przez co urywa głowę samym brzmieniem. Brujeria taka jakby bardziej korzenna, z jakąś duszą i przesłaniem, za to w Asesino jest czysty distroj. W kategorii pochamówy, furii i ekstremalnej miazgi to aktualnie mój numer jeden.

Polecam płytę Cristo Satanico. Kto jej raz posłucha, nigdy już nie będzie tą samą osobą…:) Rzeź i światy równoległe. Lek na całe zło.

Tymi kostiumami, maskami i całą swoją estetyką odpieprzają chłopacy straszną wieś. Sytuacja podobna jak z Brujerią – jak się do gości nie chce stracić szacunku, to lepiej nie oglądać.

Ale dajcie szansę muzyce.

co ja zrobię, że mnie się podobasz…

Ja wiem, jaka jest podstawowa idea bytu i zasadniczy fundament działania Megadeth. Wiem, że furia, speed, thrash, Wielka Czwórka, pionierzy gatunku i tak dalej. Ale ta piosenka (nie bójmy się tego słowa) już prawie piętnaście roków temu rozpierniczyła mnie na atomy. I nadal jest jednym z moich największych żelaźniaków. A jak znam życie, to jeszcze nim pobędzie. Tyle. Fajne wideło.

Niezbyt optymistyczne, ale fajne.